Groźna matematyka globalnego ocieplenia

  • Views 1520
  • Rating 12345

Trzy proste liczby sprowadzają się do jednego: globalnej katastrofy ? i pokazują jasno, kto jest naszym wrogiem

Padają kolejne rekordy koncentracji dwutlenku węgla, temperatur, zaniku lodu arktycznego, rozmarzania ?wiecznej? zmarzliny i szeregu katastrof pogodowych. Politycy tkwią jednak w marazmie. Konferencja Rio +20 okazała się smętnym cieniem swojej poprzedniczki sprzed 20 lat, poza okrągłymi komunałami nie prowadząc do żadnych zmian ? nikt nie musi nic robić, nie ma żadnych harmonogramów i celów działania. Negocjacje klimatyczne na forum ONZ sprowadzają się do uzgadniania symbolicznych celów, zupełnie bezwartościowych z punktu widzenia zatrzymania, czy choćby spowolnienia przyspieszania zmiany klimatu, a o sukcesie mówi się, bo udało się uniknąć załamania procesu negocjacyjnego. Kosztem rezygnacji z jakichkolwiek wiążących ustaleń. Przegrywamy walkę o przyszłość, bo większość z nas woli schować głowęw piasek i odmawia przyjęcia do wiadomości, w jak poważnych opałach znalazła się nasz cywilizacja.

Gdy w mediach pojawia się już dyskusja o globalnym ociepleniu, większość argumentów ma charakter ideologiczny i ekonomiczny. Tymczasem, żeby ogarnąć powagę sytuacji, wystarczy odrobina matematyki, a właściwie trzy liczby.

Liczba pierwsza: 2° Celsjusza

Gdyby ciągnąca się od 40 lat historia narastania kryzysu klimatycznego była reżyserowana w klasycznym hollywoodzkim filmie z happy endem, konferencja klimatyczna ONZ w Kopenhadze w 2009 roku stanowiłaby jasny punkt kulminacyjny w historii globalnej walki ze zmianą klimatu. Przywódcy świata zjechali się do duńskiej stolicy, by jak ujął to Sir Nicolas Stern, uczestniczyć w ?najważniejszym zebraniu od czasów II wojny światowej, biorąc pod uwagę, co leży na szali?. Jak stwierdziła wtedy przewodnicząca konferencji duńska minister ds. energii Connie Hadegaard: ?To jest nasza szansa. Jeśli ją zmarnujemy, to zanim będziemy w stanie opracować nowe porozumienie, miną lata. Jeśli w ogóle kiedykolwiek.?

Jak wiemy, zmarnowaliśmy tamtą szansę. Klapa negocjacji w Kopenhadze była spektakularna. Ani Chiny, ani Stany Zjednoczone, łącznie odpowiadające za 40 procent emisji, nie miały zamiaru podejmować znaczących zobowiązań, tak więc cała konferencja przez dwa tygodnie bezcelowo ?leciała na autopilocie?, aż światowi przywódcy zlecieli się na ostatni jej dzień. Wśród panującego chaosu prezydent Barack Obama zebrałgrono przywódców najbardziej liczących się krajów, którzy niezależnie od reszty uzgodnili treść ratującego twarz konferencji ?Porozumienia Kopenhaskiego?. Sprowadzało się do okrągłych niezobowiązujących ogólników i stwierdzenia, że za jakiś czas porozumienie zostanie uzgodnione. Dobrowolny charakter ograniczania emisji, pozostawiony każdemu krajowi do indywidualnego zaproponowania, nikogo do niczego nie zobowiązywał, i nawet, jeśli kraj sygnalizował możliwośćograniczenia emisji, nie było żadnego mechanizmu nadzoru czy nawet monitoringu.?Kopenhaga stała się dziś sceną zbrodni?, podsumował Greenpeace, ?a jej sprawcy szybko ulotnili się na lotnisko?. BBC porównało nawet ustalenia z Kopenhagi do nowego Monachium.

Pomimo braku konkretów porozumienie z Kopenhagi zawierało jednak jedną istotną liczbę.W pierwszym paragrafie narody świata formalnie ?uznawały pogląd naukowy, że wzrost globalnej temperatury powinien pozostać poniżej 2 stopni Celsjusza.? W następnym paragrafie deklarowały zaś, że ?zgadzają się z tym, że potrzebne sągłębokie cięcia światowych emisji? tak, by zatrzymać wzrost globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza.? Utrzymując nacisk na dwóch stopniach Celsjusza, porozumienie międzynarodowe akceptowało wyrażone wcześniej stanowisko grupy G8 i tzw. Forum Wielkich Gospodarek. Próg +2C po raz pierwszy pojawił się w 1995 roku na konferencji, której przewodniczyła niemiecka minister środowiska Angela Merkel? obecna kanclerz Niemiec.

Jak na razie podnieśliśmy średnią temperatur planety o niecałe 0,8°C, a już następstwa są poważniejsze, niż przewidywała to większość zajmujących się tym tematem naukowców: ilość lodu w Arktyce spadła o 80%, oceany stały się o 30% bardziej kwasowe, poziom oceanów rośnie o 60% szybciej, niż to jeszcze niedawno przewidywano, ekstremalne fale upałów obejmują coraz większą część lądów, a ilość pary wodnej w atmosferze jest większa o 5%, zwiększając prawdopodobieństwo ekstremalnych opadów i powodzi.

Biorąc to wszystko pod uwagę, coraz większa liczba naukowców dochodzi do wniosku, że cel ograniczenia wzrostu temperatury o 2°C i tak jest zbyt słaby. ?Każdy wzrost temperatury powyżej 1°C oznacza podejmowanie ryzyka?, pisze Kerry Emmanuel z MIT, wiodący ekspert od huraganów, ?a w miarę dalszego wzrostu temperatury szanse wyglądającoraz gorzej?.

Thomas Lovejoy, były doradca Banku Światowego w temacie bioróżnorodności, ujmuje to w ten sposób: ?skoro widzimy to, co widzimy, już przy obecnym wzroście temperatury o 0,8°C, to dwa stopnie to zbyt wiele.?. Klimatolog James Hansen, dyrektor Instytutu Badań Przestrzeni Kosmicznej NASA im. Goddarda w Nowym Jorku, wyraża to jeszcze dobitniej: ?Cel ograniczenia wzrostu temperatury o +2°C to przepis na katastrofę.?. W Kopenhadze rzecznik małych krajów wyspiarskich ostrzegł, że ?ocieplenia o +2°C wiele krajów w ogóle nie przetrwa, bo po prostu znikną?. Gdy delegaci z krajów rozwijających się zostali poinformowani o następstwach ocieplenia o +2°C, uznali ten cel za ?pakt samobójczy? dla dotkniętych suszą krajów Afryki ? wielu z nich zaczęło nawet skandować: ?Jeden stopień, jedna Afryka.?

Pomimo poważnych zastrzeżeń, polityczny realizm wygrał z danymi naukowymi. 167 krajów, odpowiedzialnych za 87% światowych emisji, podpisały Porozumienie Kopenhaskie, oficjalnie uznając cel zatrzymania ocieplenia poniżej progu +2°C. W zasadzie można powiedzieć, że jest to jedyna istotna rzecz, co do której się zgodziły.

Liczba druga: 565 miliardów ton

Naukowcy oszacowali, że jeśli chcemy mieć rozsądne szanse (na poziomie 80%, czyli trochęlepsze, niż w rosyjskiej ruletce rozgrywanej z użyciem sześciostrzałowego rewolweru) ograniczenia wzrostu temperatury poniżej progu +2°C, to do połowy stulecia nie możemy wpompować do atmosfery więcej niż kolejne 565 miliardów ton dwutlenku węgla.

Tymczasem nawet w kryzysowym 2009 roku, wg szacunków Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), emisje CO2 wyniosły 31,6 mld ton, w ostatniej dekadzie rosnącśrednio o 3% rocznie. W tym tempie, cały dopuszczalny limit zużyjemy w zaledwie 16 lat, czyli gdy dzisiejsze przedszkolaki będą na studiach.

?Nowe dane dostarczają dalszych dowodów na to, że drzwi do ścieżki ocieplenia ograniczonej do +2°C zamykają się?, stwierdził główny ekonomista IEA, Fatih Birol, dodając: ?patrząc na dane, stwierdzamy, że obecny trend prowadzi do wzrostu temperatury o +6°C?. Jeśli do tego dojdzie, stworzymy planetę rodem z obrazów science-fiction.

Politycy wałkują te kwestie, jednak nie mogą dojść do porozumienia, jak ograniczyć emisje tak, by uniknąć przekroczenia progu +2°C i katastrofy klimatycznej. Naukowcy, zwykle unikający mocnych sformułowań, zaczynają przezwyciężać swoje opory przed robieniem czegoś innego niż przedstawianie danych. ?Wiadomość przekazywana przez naukę od dobrych 30 lat jest w zasadzie niezmienna?, z krzywym uśmiechem stwierdza William Collins, starszy klimatolog z Lawrence Berkeley National Laboratory. ?Posiadamy metody naukowe i narzędzia obliczeniowe pozwalające na przewidzenie dalszego rozwoju sytuacji. Jeśli zdecydujemy się na kontynuację tego, co robimy dotychczas, to powinno to zostać zdecydowane z uwzględnieniem pełni dowodów przedstawianych przez społeczność naukową?.

Jak na razie, podobne wezwania pozostają bez echa. Sytuacja od ćwierćwiecza nie zmienia się: naukowcy ostrzegają, a skutecznych działań politycznych nie ma. Wypowiadający się nieoficjalnie naukowcy są coraz bardziej zniesmaczeni i zaniepokojeni. Jak powiedział mi jeden z uznanych naukowców: ?Na nowych pudełkach papierosów rząd wymaga pokazywania drastycznych obrazów, na przykład palacza z dziurą w gardle. Dystrybutory na stacjach benzynowych powinny być oznaczane podobnie.?

Liczba trzecia: 2795 miliardów ton

To chyba najbardziej niepokojąca liczba ? łączy ona polityczny i naukowy wymiar naszego dylematu. Liczba ta trafiła do świadomości biznesowej, po tym, jak Carbon Tracker Initiative, grupa londyńskich analityków finansowych i ekspertów ds. środowiska opublikowała raport mający uświadomić inwestorów, jak zmiana klimatu może wpłynąć na wartość ich pakietów akcji.

2795 mld ton CO2. Tyle dwutlenku węgla trafi do atmosfery, jeśli wszystkie rezerwy ropy, węgla i gazu będące w posiadaniu koncernów je wydobywających oraz krajów (pomyśl o Wenezueli czy Kuwejcie) działających jak takie koncerny. Krótko mówiąc, to paliwa kopalne, które zamierzamy spalić. A ich ilość ? odpowiednik 2795 mld ton emisji CO2 ? jest pięciokrotnie większa od dopuszczalnego limitu 565 mld ton CO2.

Szacunki dostępnych rezerw paliw kopalnych nie są oczywiście perfekcyjnie dokładne, nie uwzględniają też w pełni niedawnego zaliczenia do rezerw znaczących zasobów niekonwencjonalnych, takich jak gaz łupkowy czy ropa łupkowa, rezerwy węgla zaśsą znane z niezbyt wysoką dokładnością. Jednak dla otwierających listęnajwiększych firm, takich jak amerykański ExxonMobil czy rosyjski Łukoil, rezerwy znane są z dość dużą dokładnością. Spalenie ropy, gazu i węgla ze złóż każdej z tych firm spowodowałoby wyemitowanie do atmosfery ponad 40 mld ton CO2.

To właśnie dlatego ta trzecia liczba, 2795 mld ton CO2, jest tak istotna. Pomyśl o +2°C jako o granicznym dopuszczalnym poziomie alkoholu we krwi. 565 mld ton to ilość drinków, na którą możesz sobie pozwolić, powiedzmy jedna setka. A 2795 mld ton? To całe pół litra, które ma gotowe do nalania przemysłpaliw kopalnych.

Mamy więc zinwentaryzowane pięciokrotnie więcej ropy, węgla i gazu, niż to, co klimatolodzy uważają za możliwe do (w miarę) bezpiecznego spalenia. Aby uniknąćpoważnych problemów, będziemy musieli zostawić pod ziemią 80% rezerw. Dopóki nie mieliśmy świadomości tych liczb, katastrofa wydawała się możliwa. Teraz, o ile zdecydowanie nie zainterweniujemy, widać, że będzie pewna.

Owszem, technicznie rzecz biorąc te ropa, węgiel i gaz są wciąż jeszcze głęboko pod ziemią. Ale ekonomicznie rynek uznaje je już za ?wydobyte? ? są uwzględnione w wycenie koncernów energetycznych, w zabezpieczeniu udzielonych im pożyczek, a posiadające rezerwy kraje prowadząpolitykę budżetową w oparciu o plany ich wydobycia i sprzedaży. W świetle tego jest zupełnie zrozumiałe, z jaką zażartością wielkie koncerny wydobywające paliwa kopalne zwalczają wszelkie pomysły na ograniczenie emisji dwutlenku węgla ? pozostawienie pod ziemią zdecydowanej większości rezerw paliw kopalnych oznaczałoby uderzenie w ich kluczowy zasób, w ich wartość i zyski. Zamiast myśleć o zaprzestaniu wydobycia, intensywnie pracują nad metodami zwiększenia rezerw poprzez wydobycie piasków roponośnych Kanady, głębokie wiercenia oceaniczne czy technologie szczelinowania hydraulicznego.

Gdyby powiedzieć Exxonowi lub Łukoilowi, że ze względu na konieczność uniknięcia katastrofy klimatycznej, nie będą mogły wykorzystać zdecydowanej większości jużposiadanych rezerw, ich wycena rynkowa by się załamała. John Fullerton, były dyrektor zarządzający w JP Morgan, przewodniczący obecnie Capital Institute, szacuje,że przy obecnych cenach rynkowych, złoża paliw kopalnych mają wartość około 27 000 miliardów dolarów. Inaczej mówiąc, jeśli posłuchalibyśmy naukowców i zdecydowali się pozostawić te 80% rezerw pod ziemią, skreślilibyśmy z aktywów 20 000 miliardów dolarów. Liczby są oczywiście przybliżone, jednak taka skala bańki paliw kopalnych przyćmiewa łączną skalę wszystkich wcześniejszych baniek w historii, łącznie w ostatnią bańką na rynku nieruchomości.

Bańka ta nie musi oczywiście pęknąć ? możemy równie dobrze spalić wszystko, co da sięwydobyć spod ziemi, a inwestorzy będą zadowoleni. Jednak wtedy diabli wezmą nam planetę. Możemy wybrać, czy chcemy mieć w dobrym stanie bilans wydobycia rezerw paliw kopalnych, czy planetę ? ale znając liczby, jest oczywiste, że musimy wybrać między jednym a drugim. Po prostu policz, że 2795?5*565. To wszystko.

Porażka

Tak więc, jak powiedzieliśmy na początku, na razie wszelkie wysiłki w celu ochrony klimatu poniosły klęskę. Emisje dwutlenku węgla biją kolejne rekordy, tym bardziej, że kraje rozwijające się podążają drogą, którą wytyczyły kraje Zachodu. Nawet w bogatych krajach, drobne redukcje emisji nie wykazują wchodzenia na trend potrzebny dla zerwania ze status quo i logiki trzech naszych liczb.

Jedynym dużym krajem zdecydowanie starającym się zmienić swój miks energetyczny sąNiemcy. Pewnej majowej soboty ten położony w niezbyt słonecznym rejonie kraj połowę swojego zapotrzebowania na prąd zapewniał za pomocą paneli słonecznych. To mały cud ? i pokazuje, że mamy technologie, które mogą rozwiązać nasz problem. Jednak brakuje nam woli, a podejście Niemiec jest raczej wyjątkiem niżregułą. Regułą jest ?coraz więcej paliw kopalnych?.

Nasza lista porażek, a wraz z nią lista strategii, które nie działają, jest bardzo długa. Ekolodzy poświęcili wiele czasu i wysiłku na próby zmiany postaw indywidualnych: zainstalowano miliony żarówek energooszczędnych, ale też kupiono też miliony nowych wielkich telewizorów. Większość ludzi cierpi na syndrom rozdwojenia jaźni i ambiwalentne podejście do oszczędzania energii i zielonych postaw: może i popierają oszczędzanie energii, ale lubią też tanie loty do odległych krajów i nie zamierzają z nich rezygnować, szczególnie, że prawie wszyscy wokół latają. Ponieważ wszyscy w ten czy inny sposób korzystamy na paliwach kopalnych, zmierzenie się ze zmianą klimatu jest jak budowanie ruchu przeciwko sobie samym i naszej wygodzie ? to tak, jakby partia homoseksualistów miała być zakładana przez ortodoksyjnych księży lub ruch abolicyjny przez właścicieli niewolników.

Ludzie mają wrażenie (zresztą zupełnie realistycznie), że ich własne działania nie wpłyną znacząco na to, jaki poziom osiągnie stężenie CO2. W 2010 roku badania pokazały, że ?o ile recykling w Ameryce jest dość powszechny i 73 procent badanych płaci rachunki elektronicznie, by oszczędzić na papierze?, to tylko 4 procent ogranicza zużycie mediów, a jedynie 3 procent kupiło samochód hybrydowy. Mając do dyspozycji stulecie, może i można by coś zmienić w postawach, by zrobiło to jakąś różnicę ? jednak zbyt długo zwlekaliśmy i tego czasu już nie mamy.

Znacznie efektywniej byłoby działać za pośrednictwem systemu politycznego i rzecz jasna ruchśrodowiskowy też tego próbował, nawet z pewnymi sukcesami. Cierpliwie lobbowano przywódców, próbując przekonać ich o tym, w jak poważny problem się pakujemy, zakładając, że ci niewątpliwie inteligentni ludzie zrozumieją i podejmądziałania. Czasem nawet wydawało się, że to zadziała. Na przykład Barack Obama w swojej kampanii wypowiadał się w temacie ochrony klimatu bardziej zdecydowanie, niż jakikolwiek prezydent przed nim ? w noc, kiedy ogłoszono jego zwycięstwo w wyborach, powiedział publicznie, że ?wzrost oceanów zacznie spowalniać, a zdrowie planety się poprawiać.? Udało mu się też wprowadzić przepisy o poprawie efektywności energetycznej samochodów. Gdyby takie działania wdrożono ćwierćwieku temu, efekt byłby znaczący. Jednak w świetle naszych liczb i kończącego się czasu, to zbyt mało.

W momencie, w którym się znajdujemy, efektywne działania wymagałyby pozostawienia pod ziemią tego, co koncerny energetyczne chcą wydobyć i sprzedanie czego mająjuż w swoich planach uwzględnione, a nie po prostu lekkie spowolnienie wzrostu tempa spalania paliw kopalnych. A i sam prezydent, poganiany przez chór głosów skandujących: ?Wierć, mała, wierć? (?Drill, baby drill?), zszedł ze swojej początkowej drogi by kopać, wiercić i szczelinować. Amerykański Sekretarz Zasobów Wewnętrznych otworzył więc na przykład ostatnio dla wydobycia węgla tereny Powder River Basin w Wyoming. Spalenie węgla z tych pokładów będzie oznaczać emisję67,5 mld ton CO­2, czyli ponad 10% całości dostępnego ?budżetu węglowego?. Podobne działania są podejmowane względem wydobycia w Arktyce i pod dnem oceanu. I jak Sekretarz Zasobów Wewnętrznych pokazał w swoim marcowym wystąpieniu, jest to polityka bardzo zdeterminowana: ?Macie moje słowo na to,że będziemy wiercić gdzie tylko się da? Zobowiązuję się do tego.? Następnego dnia, w hubie naftowym Cushing w Oklahomie, prezydent Obama jednym tchem obiecał prace nad rozwojem energii z wiatru i słońca, a jednocześnie zapowiedział przyspieszenie wydobycia paliw kopalnych: ?wydobywanie większych ilości ropy i gazu u nas w kraju było, jest i będzie krytycznie ważnym elementem naszej strategii.?. Tak więc z całą mocązobowiązał się do dalszego zwiększania gotowych do spalenia rezerw paliw kopalnych.

Czasem ironia tego, co się dzieje, jest porażająca: w początkach czerwca, Sekretarz Stanu Hilary Clinton uczestniczyła w wyprawie norweskiego trawlera badawczego zapoznając się osobiście z rosnącymi szkodami klimatycznymi. ?Wiele z prognoz ocieplenia w Arktyce spełniło się znacznie przed czasem?, stwierdziła, opisując to doświadczenie jako ?trzeźwiące?. Jednak dyskusje z politykami podczas jej podróży do Skandynawii dotyczyły głównie tego, jak Zachód ma zapewnić sobie znaczną część z mogących znajdować się w Arktyce 90 miliardów baryłek ropy, które w miarę postępującego roztapiania się Arktyki stają się coraz bardziej dostępne. Administracja prezydenta Obamy udzieliła w tym roku Shellowi pozwoleńna odwierty w Arktyce.

Prawie każdy rząd dysponujący złożami paliw kopalnych jest w tej samej sytuacji. Kanada ? przykładna demokracja znana z odpowiedzialnej postawy na arenie międzynarodowej ? podpisała protokół z Kioto, zobowiązując się do redukcji emisji. Jednak gdy cena ropy wzrosła, a produkcja ropy w oparciu o piaski roponośne stała się opłacalna (a są to duże złoża, których spalenie może zużyćponad połowę dostępnego ?budżetu węglowego?), stało się jasne, że protokół z Kioto jest nie do pogodzenia z eksploatacją piasków roponośnych ? Kanada wycofała się więc ze zobowiązań protokołu z Kioto.

Ta sama hipokryzja charakteryzuje i inne rządy, od prawa do lewa spektrum politycznego: na negocjacjach w Kopenhadze wenezuelski prezydent Hugo Chavez cytował Różę Luksemburg, Jeana-Jakuba Rousseau i Jezusa Chrystusa, mówiąc, że ?zmiana klimatu jest bez wątpienia najpoważniejszym problemem środowiskowym naszych czasów?. Ale już następnej wiosny, w siedzibie narodowego koncernu naftowego PDVSA, podpisał umowę z konsorcjum koncernów międzynarodowych na wspólną eksploatację rezerw pisków roponośnych w delcie Orinoko, określając to porozumienie jako ?najważniejszy silnik napędzający rozwój całego terytorium i ludności Wenezueli.? Wydobycie i spalenie piasków roponośnych Orinoko samo w sobie wystarczyłoby na zużycie i przekroczenie całego dostępnego ?budżetu węglowego?565 mld ton CO2.

Ujrzeliśmy wroga

Tak więc wszystkie nasze próby powstrzymania zmiany klimatu dały jedynie mikre efekty. Szybka i dogłębna zmiana wymagałaby zbudowania ruchu, a jak pokazuje historia, ruchy takie dla skonsolidowania się potrzebują wroga. Jak ujął to John F. Kennedy: ?Ruch praw obywatelskich powinien być wdzięczny Bogu za ?Bulla? Connora. Pomógł sprawie równie mocno, co Abraham Lincoln.? A właśnie wrogów w przeciwdziałaniu zmianie klimatu brakuje.

Nasze liczby pokazują jednak z dobitną jasnością, że planeta rzeczywiście ma wroga ?znacznie bardziej zaangażowanego w działania niż rządy i społeczeństwo. Mającświadomość matematyki zmian klimatu, musimy postrzegać przemysł paliw kopalnych w zupełnie nowym świetle. Stał się on przemysłem rozbójniczym, bezlitosnym jakżadna inna siła na Ziemi. To Wróg Publiczny Numer Jeden dla przetrwania naszej cywilizacji i milionów gatunków. ?Wiele firm robi paskudne rzeczy ? płaci nędzne pensje lub trzyma pracowników w koszmarnych warunkach ? i domagamy się,by zmieniały swoje praktyki?, mówi zajmująca się tą tematyką Naomi Klein.?Jednak te liczby dobitnie pokazują, że model biznesowy przemysłu paliw kopalnych jest równoznaczny z niszczeniem planety. To właśnie robią.?

Gdyby wydobyć i spalić wszystkie posiadane przez Exxon rezerwy, zużyłoby to 7% całości ?budżetu węglowego?, dzielącego nas od przekroczenia granicy +2°C. Rezerwy będące w posiadaniu BP, Gazpromu, Chevrona, ConocoPhillips i Shell, to (dla każdego z nich) 3-4 procent. Na liście koncernów węglowych prowadzi rosyjski Siewierstal, za nim znajdują się koncerny BHP Billiton i Peabody. Liczby opisujące ich rezerwy są wstrząsające ? same koncerny węglowe są w stanie poważnie zmienić oblicze naszej planety ? i mają w planach to zrobić.

Rzecz jasna mają pełną świadomość zmiany klimatu i związanych z nią ryzyk ? stać ich na zatrudnianie najlepszych naukowców, a w swoich planach biznesowych otwarcie planują wykorzystanie rezerw, które staną się dostępne, gdy już stopnieją lody Arktyki. Ale pomimo swojej wiedzy, bez zmrużenia oka szukają nowych złóż ? wg Rexa Tillersona sam Exxon na poszukiwanie nowych złóż w najbliższych latach będzie wydawać średnio 100 milionów dolarów dziennie.

A zmiana klimatu? Podczas apogeum rekordowych pożarów w Kolorado, Tillerson powiedziałw Nowym Jorku, że owszem, globalne ocieplenie jest faktem, ale że jest to?problem inżynieryjny?, który ma ?inżynieryjne rozwiązania?. Takie jak? ?Adaptacja do zmiany wzorców pogodowych i przesunięcia obszarów uprawnych?. Mówił to, gdy rekordowa susza i fala upałów dziesiątkowała plony w USA, grożąc wzrostem cenżywności na świecie. ?Gdy ludzie dorzucają do dyskusji czynnik strachu i mówią?musimy z tym skończyć?, nie przyjmuję tego do wiadomości?. No jasne, że nie. Gdyby przyjął to do wiadomości, musiałby zostawić rezerwy Exxona pod ziemią. Co oznaczałoby utratę pieniędzy. Innymi słowy, to nie tyle problem inżynieryjny, co problem chciwości.

Można argumentować, że taka jest po prostu natura korporacji ? gdy trafią na żyłęzłota, po prostu muszą nad nią pracować, bardziej jak wydajne roboty, niż jak ludzie o wolnej woli. A przecież, dzięki olbrzymim pieniądzom, które mają do dyspozycji, koncerny paliw kopalnych mają znacznie większą swobodę działania i decydowania o losach świata, niż większość z nas. Te koncerny nie istnieją po prostu w świecie, którego potrzeby zaspokajają ? one go tworzą i kształtują.

Zostawione samo sobie społeczeństwo mogłoby się zdecydować uregulować kwestie spalania paliw kopalnych i zatrzymać się przed skrajem przepaści; według ostatnich badańankietowych, blisko 2/3 Amerykanów poparłoby światowy traktat o zredukowaniu emisji o 90% do 2050 roku. Ale społeczeństwo nie jest zostawione samo sobie. Bracia Koch, na przykład, dysponują bogactwem 50 miliardów dolarów. Większośćswoich pieniędzy zarobili na paliwach kopalnych i dobrze wiedzą, że jakiekolwiek działania mające na celu ograniczenie zużycia paliw kopalnych uderzą w ich zyski. W tym roku na dotacje wyborcze dla polityków wydali 200 milionów dolarów ? wyraźnie są zdania, że to dobra inwestycja. W 2009 roku, Amerykańska Izba Handlowa (U.S. Chamber of Commerce) wydała na wybory więcej niż republikański czy demokratyczny Komitet Wyborczy, przy czym ponad 90% pieniędzy trafia do kandydatów republikańskich ? wielu z nich zaprzecza realności zmiany klimatu. Nie tak dawno temu, U.S. Chamber of Commerce napisała nawet memo do amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA), domagając się nie regulowania kwestii emisji CO2, nawet jeśli naukowcy mieliby rację i planeta rzeczywiście się ocieplała (czemu zresztą U.S. Chamber of Commerce usilnie zaprzecza), argumentując, że ?populacja może zaadaptować się do cieplejszego klimatu poprzez zmianę zachowań oraz adaptację fizjologiczną i technologiczną.? Komunikat jest jasny: zamiast zmieniać system energetyczny, lepiej zmieńmy naszą fizjologię.

Organizacje ochrony środowiska, co zrozumiałe, opierały się przed nazwaniem koncernów paliw kopalnych swym wrogiem, mając świadomość ich siły politycznej i licząc zamiast tego na przekonanie gigantów, że powinny odejść od ropy, węgla i gazu i dokonaćtransformacji w kierunku szeroko rozumianych ?koncernów energetycznych?. Czasem nawet wydawało się, że strategia ta może przynieść owoce ? z naciskiem na wydawało się. Na przykład dekadę temu, BP podjęło krótko trwającą próbę zaprezentowania się jako ?Beyond Petroleum?,wprowadzając nawiązujące do Słońca logo i nagłaśniając postawienie paneli słonecznych na kilku swoich stacjach benzynowych. Jednak inwestycje BP w alternatywne źródła energii były malutkim ułamkiem tego, co koncern wydawał na eksploatację paliw kopalnych, a po paru latach nowy dyrektor wykonawczy podjąłdecyzję o likwidacji wielu z tych programów, kładąc nacisk na ?skupieniu sięfirmy na jej kluczowym biznesie?. W grudniu 2011 roku BP ostatecznie zamknął swój departament energii słonecznej. Shell zrobił to już dwa lata wcześniej. W ostatniej dekadzie pięć największych koncernów naftowych zarobiło łącznie ponad 1000 miliardów dolarów ? po prostu pieniądze, które można zarobić na wydobywaniu i sprzedaży ropy, gazu i węgla są zbyt duże, by opłacało się gonićza promykami słońca i zefirkiem.

Znacznączęść swoich dochodów firmy zawdzięczają kluczowemu historycznemu błędowi: przemysł paliw kopalnych, co jest wyjątkowe, ma prawo bezpłatnie wyrzucać swój główny odpad ? dwutlenek węgla. Inne gałęzie biznesu nie mają tak dobrze ?jeśli masz restaurację, musisz płacić za wywóz i utylizację śmieci. Przemysłpaliw kopalnych jest zwolniony z tego problemu, a korzenie tego stanu są zrozumiałe? aż do lat 80. praktycznie nikt nie zdawał sobie sprawy, jak groźne mogąokazać się emisje CO2. Teraz jednak, gdy wiemy już, że emisje te powodują wzrost temperatury planety i zakwaszanie się oceanów, cena odprowadzania tego odpadu do atmosfery staje się kwestią absolutnie fundamentalną.

Nałożenie ceny na emisje dwutlenku węgla, czy to przez bezpośredni podatek czy w inny sposób, spowoduje, że rynek włączy się w walkę z globalnym ociepleniem. Gdy Exxon czy Shell będą musiał płacić za szkody, które powoduje ich produkt , jego cena wzrośnie. Konsumenci dostaną silny sygnał, by zacząć zmniejszać zużycie paliw kopalnych ? za każdym razem, gdy zatrzymają się przy dystrybutorze paliwa, przypomną sobie, że na przejazd do sklepu spożywczego nie potrzebują pojazdu podobnego do bojowego wozu piechoty. Ekonomiczne pole gry wyrówna się na korzyść źródeł energii niezatruwających środowiska. A co najlepsze, można to zrobić nie oskubując obywateli ? tak zwany system fee-and-dividend (opłata i dywidenda) nałożyłby wysoką opłatę na ropę, węgiel i gaz, a całość wpływów na koniec miesiąca trafiłaby po równo na konta obywateli. Najbardziej efektywni energetycznie i przestawiający się na czyste źródła energii skorzystaliby najwięcej. Wszyscy chcieliby wskoczyć do tego pociągu.

Jest jednak kluczowy problem: nałożenie ceny na emisje dwutlenku węgla zmniejszyłoby zyski koncernów paliw kopalnych. Koniec końców na pytanie ?Jak wysoka powinna być opłata węglowa?? odpowiedzią jest ?Wystarczająco wysoka, by zmniejszyćzużycie paliw kopalnych tak bardzo, by 80% rezerw pozostało na zawsze pod ziemią?. Im wyższa byłaby opłata węglowa, tym większa część rezerw stałaby siębezwartościowa. Tak więc walka rozgrywa się o to, czy lobby kopalne odniesie sukces w swojej walce o utrzymanie swojego specjalnego zwolnienia od ponoszenia konsekwencji powodowanych szkód, czy eksternalizowane obecnie koszty szkód zostaną wciągnięte do bilansów koncernów.

Kasa, misiu

Nie jest wcale jasne, czy potęga koncernów paliw kopalnych może zostać pokonana. Carbon Tracker Initiative, grupa londyńskich analityków finansowych i ekspertów ds. środowiska w swoim raporcie pokazała inwestorom, jak bardzo zmiana klimatu może wpłynąć na wartość pakietów akcji koncernów energetycznych. Powiedzmy, że zdarzy się coś NAPRAWDĘ DUŻEGO, jak huragan powodujący zalanie Manhattanu czy susza stulecia dziesiątkująca plony w USA, lub (jeśli to mało) JESZCZE WIĘKSZEGO, jak erupcja dużego złoża hydratów metanu lub oderwanie się od Antarktydy połaci lądolodu wielkości Polski i szybki wzrost poziomu oceanów o metr. Zdarzenie takie mogłoby być zbyt poważne i wzburzyć opinię publiczną do tego stopnia, że nawet potężne pieniądze koncernów kopalnych nie byłyby w stanie kupić im przychylnej decyzji polityków, którzy wprowadziliby wysokie opłaty od emisji dwutlenku węgla. Nagle rezerwy ropy czy gazu będące w posiadaniu Chevrona bądź Exxona stałyby się znacznie mniej warte, a kurs tych firm poleciałby w dół. Raport Carbon Tracker ostrzegł inwestorów, by wzięli takie ryzyko pod uwagę i zdywersyfikowali swoje portfolio, wprowadzając do niego spółki skupiające się na wytwarzaniu energii z innych źródeł.

?W biznesie to normalna rzecz, że ewolucja rynków pozostawia kwitnące wcześniej branże na cmentarzysku historii?, zauważa Nick Robins, kierujący Centrum Zmiany Klimatu w HSBC. ?Pomyślmy o błonach filmowych czy maszynach do pisania. Nie ma sensu pytać się, czy takie rzeczy się powtórzą, bo powtórzą się na pewno?. ?Przekonanie inwestorów nie jest proste ? zapatrzeni w wyniki koncernów naftowych nie słuchają ostrzeżeń?, dodaje James Leaton, ekspert środowiskowy będący doradcąPricewaterhouseCoopers. ?To zupełnie normalne we wszystkich bańkach ? ludzie nie wierzą, że mogą się one skończyć, a jeśli nawet dopuszczają taką myśl, to uważają, że oni są najlepszymi analitykami i jeśli bańce będzie grozić pęknięcie, to wyjdą z niej na czas, a cała reszta frajerów poleci w przepaść wraz kursem spółek, których zbyt długo się trzymali.?

Egoistyczny interes inwestorów raczej więc nie zmusi przemysłu paliw kopalnych do transformacji. Jednak moralny gniew mógłby ? i to jest prawdziwe znaczenie matematyki zmiany klimatu. Może dać impuls do powstania prawdziwego ruchu. Raz, w niedawnej historii, gniew zmusił przemysł do głębokich zmian zachowania. W latach 80. rozkręciła się kampania przeciw firmom robiącym interesy z reżimem apartheidu w RPA ? w działania te włączyło się m.in. 155 kampusów uniwersyteckich, 80 miast i 25 stanów. ?Koniec apartheidu to jedno z koronnych osiągnięć ubiegłego stulecia?, powiedział arcybiskup Desmond Tutu, ?ale nigdy by nam się to nie udało bez wsparcia i presji międzynarodowej?.

Przemysłpaliw kopalnych jest jeszcze trudniejszym przeciwnikiem niż apartheid, a do tego, nawet jeśli uda się wywrzeć skuteczną presję na firmy, wciąż jeszcze pozostanie kwestia strategii postępowania z suwerennymi krajami, które działająjak koncerny energetyczne.

Każda kampania osłabiająca wpływy polityczne koncernów paliw kopalnych zwiększa szanse na likwidację ich bezprecedensowej licencji na zanieczyszczanie. Istotny postęp na drodze ochrony klimatu ? znaczna poprawa zużycia energii przez samochody ? była rekomendowana przez naukowców, ekologów i inżynierów już od dziesięcioleci, jednak aż do kryzysu 2008 roku przemysł motoryzacyjny był zbyt potężny i mógł torpedować te plany. Dopiero osłabienie jego wpływów politycznych otworzyło drogę do zmian. Jeśli ludzie zrozumieją prosty matematyczny fakt, że przemysł paliw kopalnych zagraża dobrym warunkom życia na naszej planecie ? może go to osłabić na tyle, że zmiany wreszcie staną się politycznie możliwe. Exxon i jemu podobne koncerny mogą wtedy dojść do wniosku, że nie da się zmianom już dłużej opierać, lecz zamiast tego trzeba przyjąć nowe zasady gry i płynąć z ich prądem, akceptując opłatę i dywidendę węglową; być może wtedy koncerny paliw kopalnych wreszcie przetransformują się w koncerny energetyczne, tym razem na dobre.

Nawet jeśli kampania taka jest możliwa, być może z jej rozpoczęciem czekaliśmy zbyt długo. Aby zrobić rzeczywistą różnicę i zatrzymać wzrost temperatury poniżej +2C trzeba wprowadzić cenę na emisje w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej, a następnie rozszerzyć to rozwiązanie na cały świat. To, co siędzieje u nas, wpłynie na to, co zrobią Chiny i Indie, kraje o najszybciej rosnących emisjach. Te trzy liczby są szokujące ? i mogą nas one doprowadzić do przyszłości, której wcale byśmy sobie nie życzyli. Ale niezależnie od tego, jak bardzo są one niewygodne i jak bardzo nam się nie podobają, to nie ma tożadnego znaczenia dla rzeczywistości fizycznej, a liczby te jasno pokazująpowagę wyzwania, przed którym stoimy. Wiemy, jak wiele możemy spalić, wiemy też, kto planuje spalić więcej niż to dopuszczalne. Wiemy, gdzie jest nasz wróg.

Na podstawie Bill McKibben Global Warming’s Terrifying New Math

źródło – http://ziemianarozdrozu.pl/


13 thoughts on “Groźna matematyka globalnego ocieplenia

  1. UWAGA PROPAGANDA KOMUNISTYCZNEJ ZIELONEJ DYKTATURY!!!
    Ludzka dzialalnosc zwiazana z produkcja CO2 nie jest wcale powodem globalnego ocieplenia.Promowana pseudonauka jest tylko teoriom bez mocnych dowodow .Dodatkowo teorii tej piewcow i promotorow przylapano na oszukiwaniu podczas badan, zbierania danych .Dyskusji nad ich wnioskami nie dopuszczono i stalismy sie ofiarami medialnego ataku tzw.Zielonego EKO lobby.Ludzie ci,znalezli kolejny swietny powod by nas opodatkowac i wmowic ze „CZLOWIEK JEST CHOROBOM ZIEMI”.
    Cofniecie procesu industrializacji spoleczenstw zachodnich( tzw.wolnych) bylo w oficjalnych planach ONZ od dawna. Co innego jednak produkcja zbednych smieci i trucie zasobow wody ,a co innego wplyw na tzw.globalne ocieplenie.
    Nasza planeta przechodzi obecnie proces zmian ,ktory okazuje sie dla nas mocno nieprzewidywalny i niebezpieczny. Topniejace lodowe kontynenty to cos z czym ludzka wiedza/nauka spotyka sie po raz pierwszy. Wiele zagadnien do tego czasu w teorii juz sie potwierdzilo ,a dalsze scenariusze to faktycznie kleski i zaglady. Odsylam do prac IPCC przy ONZ.
    Przyczyny tych przyszlych czy obecnych zdarzen nie leza po stronie minimalnego wplywu ludzkiego CO2 bo oceany,wulkany,cala ziemia + slonce bije nas na glowe.

  2. Ludzki wplyw na globane ocieplenie poprzez produkcje CO2 to wielka sciema i tylko lemingi to kupuja ..sprawdz dokladnie afere CLIMATEGATE chocby..Zwykle naciaganie kasy? tylko globalnie…

  3. Widze, godne pogratulowania bogactwo zrodel wiedzy z ktorej korzystasz….w temacie . Podatkami ,limitami,emisjami ,komisjami,karami,komunizmem tego nie wolno zalatwiac. Nie ma globalnego porozumienia bo czy Chiny,Indie,Rosja,Brazylia ogranicza spalanie lub wydobywanie..
    Do ludzi trzeba najpierw dotrzec z nowymi technologiami,czystymi ale wydajnymi. Nie jakims szmelcem drogim jak solary czy wiatraki.
    Sposob w ktory te swiatowe organizacje walcza z GlobalnymCiepleniem wskazuje na zwykle wymuszenie. Kasa,wladza,kontrola

  4. Kasa, władza i kontrola jest raczej w rękach koncernów wydobywczych. Na dodatek dysponują one źródłami energii, które uzależniają ludzi i rządy od ich dostaw.
    Jakoś nie widzę wysypu wiatraków ani solarów. To skąd niby ta kasa? Poza tym szerokie stosowanie tych źródeł energii uniezależniłoby ludzi od energii pochodzącej ze źródeł kopalnych, nieodnawialnych i w ogóle od dostawców energii. To interes tylko dla tych konsumentów. Dla koncernów to czysta strata.
    Reasumując, pieniądze i wpływy są po stronie koncernów i jeśli ktoś mógłby manipulować ludźmi i politykami, to właśnie one. One też mają w tym interes.
    Jeśli więc naukowcy i niektórzy politycy mówią o wpływie CO2 na ocieplenie i nie pozwalają sobie zamknąć ust pieniędzmi, to chyba należy im wierzyć.

  5. Jak chcesz na wiatraki i solary napedzac miliony aut,samoloty,statki,ogrzewanie ,produkcje itp.itd. to pogratulowac. Chyba ze wszyscy zamieszkamy we wiatrakach i przywykniemy do tego cudnego swistu.
    Czy ceny paliw kopalnych spadaja czy rosna od kiedy ta armia anty-globalna walczy..rosna stale mega szybko ..na poczatku tego stulecia ok.25dol za barylke ropy dzis.ok.90dol.
    Panstwa moga podnosic akcyze jak chca bo to EKOlogiczne..
    Powstal rynek praw do emisji wart miliardy..
    Na pewno WALL-STREET nie narzeka z tych powodow..
    Sprawdz skad naukowcy piewcy Ludzkiego-ocieplenia biora kase na badania
    Zrozum jedno; Ja nie neguje topniejacych lodowcow ,chaosu klimatycznego,dalej trzesien Ziemi czy tsunami ..to logiczny ciag zdarzen. Nalezy teraz przeciwdzialac temu zamieszaniu geopolitycznemu ale nie poprzez nowe obciarzenia fiskalne itp.Tak obserwujemy monopol na energie ale „walka wiatrakami i solarami” jest po prostu naiwna..
    Mega trucicielem i dodatkowo smiertelnie niebezpiecznym sa elektrownie atomowe. Wymagaja stalego chlodzenia woda gdy brak klopoty.Duze klopoty..Fukushima ,czarnobyl i proby jadrowe wojskowe itp..daly niezly wycisk naszej atmosferze ale nie CO2 twoj wrog..wiesz ze CO2 to uboczny produkt zycia pozniej znow jego skladnik..Nic juz nie zatrzyma tych lodowcow przed stopnieniem.Arktyka przed 2020 nie bedzie miala lodu latem…Zrobmy cos zeby przetrwac te zawieruche ..podatki nie pomoga…

  6. Kasa ,wladza ,kontrola to pewien schemat. Kolejnosc wydarzen lub proces tworczy. Jesli rozumiesz istote tworzenia pieniadza i pewien podzial wladzy z tego wynikajacy ,wnet pojmiesz nastepstwa.
    Taki EXXON ma wlasciciela/ci ktorym moze sie nawet oplacac jego upadlosc. Pochodne instrumenty finansowe + biliony tanich dolarow dzieki QE1,2,3,4? to realny wrog..globalny terror finansowy. Skuteczny na tyle by wszczynac wojny ,obalac rzady, niszczyc gospodarki,krasc emerytury…zabijac ludzi..
    Wierze ze zauwazasz ze ten caly kryzys dotyka tzw. przecietnego Joe w Stanach,sredniego Luisa w hiszpani,NIkklasa w grecji,Kowalskiego w Polsce..Banki wziely ratunek finansowy i notuja rekordowe zyski…pozycje na surowcach tez nie narzekaja..tylko realna gospodarka ,dajaca miejsca pracy i przyszlosc ,obrywa.
    W dodatku pewne EKO-oszolomy wmawiaja nam ze Ludzkosc JEST Choroba. Czy to jest zbieg okolicznosci..? Moze ,choc ja w takie nie wierze..
    Tegoroczne lato dalo rekordowo wielkie roztopy arktyczne.Rekordowe historycznie wyniki wyprzedzaja przewidywania IPCC przy UN(2030 Report) o ponad pol wieku.Chaos klimatyczny spowodowany migracja takiej masy wody odczuwamy juz dzis. Wstrzymane prady morskie oraz ruchy plyt tektonicznych i magmy daja o sobie znac.
    Problem jest tu i teraz ,a poprzez te smieszne Zjazdy w celu Wprowadzanie nowych limitow CO2 mydli sie nam oczy. Robiac mnostwo kasy(wladzy,kontroli) pozoruje sie dzialanie …
    Tylko Unia Europejska i USA? sumiennie traktuja te Kioto wytyczne..wiec tylko plac i placz ze zyjemy w Raju dla ..urzednikow Brukselskich i finansjery z Wall-Street oraz London City.

    1. Z Twoich wypowiedzi wynika dla mnie wniosek, że jedynym skutecznym sposobem na ocalenie jest gruntowna zmiana stosunków społecznych. Ukrócenie dominacji wielkiego kapitału, a nawet więcej – pomniejszenie roli pieniądza w życiu społeczeństw.
      Pozwoliliśmy, by ekonomia stawiana była ponad wszelkimi prawami na tym świecie. Teraz mamy kryzys – widzimy jak ekonomia siada, gdy odzywa się Natura .

      1. Pieniądz właściwie stosowany może być narzędziem do tworzenia i bogacenia się narodów. Jednak gdy zastosowany przewrotnie ,do kontroli i władzy ,będzie narzędziem zguby tego narodu.
        Nie proponuje przewrotu czy rewolucji. Raczej pewien mentalny powrót do tradycji i wzorców spisanych choćby na tablicach Mojżeszowych. Z tego winni być rozliczani wszyscy, szczególnie nasi rządzący. Na każdym szczeblu. Może powróci honor, godność, troska o innych.. Korporacja nie może mieć większych praw niż człowiek..to by był dobry początek
        shalom salam pozdrawiam

  7. Prawdopodobnie stoimy na progu dużych zmian klimatycznych wywołanych siłami natury i nic na to nie mozemy poradzić.
    Ale wysyłanie w atmosferę coraz większych ilości CO2, nie próbując nawet stosować środków zaradczych, jest to jak rzucenie tonącemu zamiast kapoka dodatkowego balastu.
    Jeżeli mamy uważać siebie za HOMO SAPIENS to takie działanie istot rozumnych trzeba uznać za zbrodnie wobec fauny i flory naszej planety.

  8. Tak .Zanieczyszczanie naszej atmosfery,fauny i flory jest nawet zbrodnia przeciwko ludzkości.. Przeciwko pokoleniom które przyjdą po nas. Nie jesteśmy właścicielami, którym wolno ze swoja własnością począć co się żywnie podoba. Jesteśmy posiadaczami ziemi, wiec powinniśmy o nią dbać. To istotna różnica.
    Wyciek ropy w zatoce Meksykańskiej czy podobne coraz częstsze zajścia powodują dewastacje natury na niespotykana dotąd skale.Trzeba to piętnować i pilnować by się nie powtarzało. W zamian obserwujemy jednak symboliczne dla koncernu kary finansowe( które pokryją z przychodów na rynku limitów emisji CO2 lub innym krętactwem ) . Pan BP czy Pan Fukushima dalej robi swoje bo w razie klopotow sa ubezpieczeni i nietykalni.
    Powyższy artykuł wskazuje jednak Wielkiego Wspólnego Wroga…ludzka produkcja CO2. Karze nam sie zaakceptować drakońskie stawki za energie(która wpływa na wszystkie inne ceny,wszystkie) kiedy powinniśmy organizować się by przetrwać, jako ludzkość w jak najlepszej kondycji.Płaci mały człowiek bo wielkie koncerny są TOO BIG TO FAIL czyli zbyt wielcy,aby upaść.
    Patenty na czysta ,efektywna energie są wstrzymywane bo nasi kontrolerzy nie chcą tracić władzy. DOSTAJEMY NAMIASTKĘ DZIAŁAŃ W POSTACI KAPOKA KIEDY NADCHODZI TSUNAMI..Myślisz ze zwiększamy swoje szanse?
    Topnienia tych lodowców nie da się zatrzymać i miłościwie nam panujący wiedzieli o tym w latach 90-tych. Metodami sprytnej manipulacji odwraca się kota ogonem i mówi ze to ludzie(Ty i ja) są trucicielami…obłuda.
    Pozdrawiam

  9. W artykule jest jednak mowa o specyficznym zanieczyszczeniu, prowadzącym do ocieplania klimatu, czyli emisji CO2. Oczywiście emisja CO2 będąca wynikiem naszej działalności nie musi być jedyną przyczyną zmian klimatycznych. Ale jet to jedyna przyczyna potwierdzona badaniami, na którą możemy mieć wpływ. Tutaj zgadzam się z maxem, że w naszym zasięgu jest wyłącznie zmniejszenie tej emisji. To wszystko, co my, ludzie, możemy w tej sytuacji zrobić. Jednak nawet to okazuje się niewykonalne.
    Dlaczego?
    Moim zdaniem konieczne byłyby zmiany w wielu dziedzinach. Przede wszystkim musielibyśmy zmienić sposób życia, system wartości, filozofię produkcji – robić rzeczy trwałe, długowieczne, dające się stosunkowo tanio naprawić itd, czyli mniej energożerne. Przeciętny obywatel świata nie czuje potrzeby takich zmian. A ponieważ polityków wybierają właśnie ludzie przeciętni, to i politycy są nienajwyższych lotów. Rozumują i działają jak przeciętniacy. Nie są zdolni do podjęcia skutecznych kroków uświadamiających, a następnie zapobiegających katastrofie. Jeśli nawet któryś z nich rozumie problem, to udaje że nie rozumie, żeby nie narazić się wyborcom.
    Ja nie widzę realnych szans na to, by ludzkość doszła w tej materii do porozumienia. Zawsze znajdzie się „cwaniak”, który stwierdzi, że jak inni robią tak, to ja zrobię inaczej i będę „do przodu”. Zyskam więcej niż oni a oni za to zapłacą. Zresztą fiasko wszystkich dotychczasowych konferencji i prób podjęcia jednolitego, międzynarodowego frontu, chyba to potwierdzają. Zmierzamy do katastrofy i co gorsza, jeszcze się ścigamy.

  10. Punkt widzenia w pigułce …
    Wymaga znajomości języka angielskiego oraz sporej dociekliwości, krytycznego przyjmowania informacji i pracowitości w analizie…ale to przecież podstawy w przyswajaniu wiedzy i wyrabianiu opinii..

    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *