Na czym pojedzie twój samochód, czyli o niezależności energetycznej

  • Views 0
  • Rating 12345

Znajomy dresiarz z sąsiedztwa kupił właśnie duże auto. Zapytany, co się stanie w przypadku wojny w Iranie i blokady cieśniny Ormuz, ma gotową odpowiedź:

?Wypniemy się na ruskich i arabów i będziemy jeździć na oleju rzepakowym.?

Naprawdę? No to policzmy.

W Polsce użytki rolne to 18,87 mln ha. Z jednego ha rzepaku można otrzymać około 1000 kg biodiesla . Gdybyśmy wszystkie użytki rolne obsiali rzepakiem, to będziemy mieć 18,87 mln ton paliwa. Polska rocznie zużywa 20 mln ton ropy, czyli prawie się udało… ale co będziemy jedli? Poza tym nie wszystkie użytki to ziemie orne, są jeszcze łąki, pastwiska i sady.

?No to będziemy jeździć mniej, oszczędzać paliwo, a rzepakiem obsiejemy tylko połowę użytków rolnych. 9,5 mln ton paliwa będzie musiało nam wystarczyć.?

Być może, ale wtedy będziemy musieli przejść na wegetarianizm. Jest jeszcze jeden problem. Jak wiele paliwa zużyją wykorzystywane przy uprawie rzepaku maszyny? Uwzględniając cały cykl produkcji, od uprawy pola, po filtrowanie i dystrybucje oleju EROEI wychodzi 1,35. Kiepsko to widzę.

?Będziemy jeździć na etanolu! My Polacy jesteśmy ekspertami w jego produkcji i użyciu.?

Znamy się. Do wyrobu etanolu potrzebna jest energia elektryczna i ciepło. Trzeba tego dużo. Dla jednej z działających w Polsce instalacji, która przerabia kukurydzę na 92% etanol dokonano szczegółowych obliczeń. EROEI wynosi 1,55 dla samego procesu produkcji. Gdy uwzględnimy wydatek energetyczny na wyprodukowanie tej kukurydzy i transport do zakładu produkcji EROEI zbliża się do 1,0. Nie ma sensu nawet liczyć hektarów i wydajności upraw. Już lepiej zagłuszyć swój niepokój wypijając ten etanol. Wtedy nie będzie można siadać za kierownicę, a to dopiero będzie oszczędność paliwa !

?No to Gaz drzewny, jak w czasie wojny! Nie ma to jak stare dobre rozwiązania.?

Twój samochód będzie słabszy o 20-30%. Uruchomienie silnika będzie trwało 20 do 30 minut, laski się znudzą i pieszo wrócą z dyskoteki. Poza tym z bagażnika będzie wystawać wielka wytwornica gazu, co trochę nie pasuje do twojego auta, nie wiem czy laski na to polecą….

?Pewnie, że polecą, przecież wtedy wszyscy będą tak jeździć!?

Wszyscy? Policzmy. W 2011 roku pozyskano w Polsce 34 mln m3 drewna. Do wytwarzania gazu nadaje się drewno twarde, którego pozyskano ok. 30%, czyli jakieś 10 mln m3. Samochód, który spalał 8 l benzyny na 100 km, po przeróbce będzie potrzebował na ten dystans mniej więcej 25 kg twardego drewna. Jeśli połowę, czyli 5 mln m3 twardego drewna przeznaczymy dla samochodów, będzie to równoważne ok 1,1 mln ton benzyny. To jakieś 5% obecnego zużycia ropy. Pomysłem nie będzie też zachwycony przemysł papierniczy, meblarski i ostatnie gwiazdy wykorzystywania drewna ? zawodowe elektrownie współspalające mokre drewno z węglem i w ten sposób udające, że wytwarzają zieloną energię. Na koniec jeszcze jedna nieprzyjemna informacja. Wytwornica potrzebuje kawałków drewna ok 5x5x5 cm, życzę miłego piłowania i rąbania. Może, zamiast na siłownię…

?No to będziemy jeździć na wodór! Jest już taki BMW Hydrogen 7!?

Ano jest. Połowę jego bagażnika zajmuje 170-litrowy zbiornik, gromadzący 8 kg wodoru i dający zasięg 200 km na jednym tankowaniu. Ale to nie problem. Co prawda wartość kaloryczna wodoru wynosi 39 kWh na kilogram, czyli trzykrotnie więcej, niż dla benzyny. Ale? wyprodukowanie 1 kg wodoru pochłania co najmniej 63 kWh.

?Zapomniałem o gazie ziemnym.?

Ale przecież mieliśmy wypiąć się na Ruskich i być niezależni. Żadnego gazu!!!

?Będziemy mieć własny gaz łupkowy, który nas uniezależni.?

O tym możemy pogadać za kilka lat. Na razie nie potrafimy sami go wydobyć, musimy prosić Amerykańców. A tak w ogóle to wcale nie wiadomo, czy będzie go więcej niż swego czasu ropy w Karlinie.

?No to samochody na sprężone powietrze.?

Podstawowym ograniczeniem jest fakt, że gęstość energetyczna w butli na sprężone powietrze wynosi zaledwie 11-28 Wh na kilogram. Sprawia to, że zasięg takiego auta będzie niewielki. Ale nawet gdy zbudujemy gęstą sieć stacji ładowania, to aby je zasilać potrzebujemy bardzo dużo energii.

?Został nam jeszcze samochód elektryczny albo hybrydowy.?

Hybrydy zapewniają oszczędność paliwa rzędu 20-30%. To nie da nam niezależności od ropy. Zajmijmy się lepiej autem elektrycznym. Może się uda, ale nie będzie to auto o takich parametrach jak benzynowe. Załóżmy, że zbiornik paliwa mieści 50 litrów benzyny i razem z nią waży 50 kg. Litr benzyny to energia 10 kWh, czyli dysponujemy 500 kWh energii. Jeżeli sprawność naszego silnika to 30%, realnie dysponujemy 150 kWh. Gdybyśmy chcieli zgromadzić taką energię w nowoczesnym akumulatorze litowo-jonowym, którego gęstość energetyczna wynosi 120 Wh na kg, to będzie on ważył dobrze ponad tonę, czyli tyle, co cały samochód benzynowy!

?Po co tyle energii ? Do pełna tankuję gdy jadę w daleką trasę. A na co dzień do pracy mam 20 km.?

Racja. Na dojazdy do pracy wystarczy zasięg 70, może 100 km, i większość ludzi się tym zadowoli. Ale ładowanie akumulatora to nie tankowanie, trwa dłużej. Jeżeli nam się spieszy, to powinny być stacje wymiany akumulatorów. Wtedy można jechać w długą trasę. Ale podstawowe pytanie, skąd weźmiemy energię do ładowania pozostaje otwarte. Może z atomu, może z odnawialnych źródeł energii. Najwyższy czas na podjęcie decyzji. Gdy ropa podrożeje do 200 dolarów za baryłkę może być za późno na przebudowę naszej infrastruktury i wymianę samochodów.

?A teraz, co można zrobić, żeby oszczędzić trochę paliwa??

Wiem, że to nie jest „trendy” ale można chociażby jeździć wolniej, np. 40 km/h.

?No chyba cię powaliło, tak na pewno nie da się jeździć!?

Owszem, da się. Niedawno w „Motorze” przeczytałem coś takiego:

Drahten to 43-tysięczne holenderskie miasteczko położone przy autostradzie Amsterdam-Groningen. Co je wyróżnia? Brak jakichkolwiek znaków drogowych.
Na wszystkich skrzyżowaniach obowiązuje zasada: „pierwszeństwo ma nadjeżdżający z prawej”, a kierowcy, dojeżdżając do skrzyżowania dają sobie znaki, który ma przejechać pierwszy. I faktycznie to działa, samochody poruszają się po mieście nadzwyczaj płynnie. Miejscowy inżynier ruchu, Heinz Moderman, który wprowadzał system w życie, ma się czym pochwalić. Liczba wypadków zmniejszyła się o ponad 70%.

W niektórych dzielnicach niemal w ogóle nie dochodzi do kolizji. Sporo pomogło także ograniczenie prędkości w Drahten do 30 km/h. Niska prędkość jazdy ulicami pozwala innym płynniej włączać się w sznur jadących samochodów i m.in. dzięki temu nie tworzą się korki. Na skrzyżowaniach świadomość, że jesteśmy zdani na siebie i uwagę innych, wzmacnia koncentrację kierowców. Oczywiście, nie wystarczy tylko usunąć znaki i wyłączyć sygnalizację świetlną. Wprowadzenie tego projektu wymagało modernizacji wielu skrzyżowań i innego rozplanowania ruchu, w szczególności na głównych ulicach. Przy czym Drahten nie jest wcale prowincjonalnym miasteczkiem ? każdej doby przez jego główną ulicę przetacza się 12 tys. samochodów.

W mieście obserwowaliśmy niespotykane u nas zachowania kierowców. Samochody zatrzymują się przed przejściami dla pieszych, a kierowcy ciężarówek dogadują się wzrokiem z rowerzystami. Prawie nikt nie jeździ szybciej niż 30 km/h.

Rozmawialiśmy z kilkoma kierowcami i nie spotkaliśmy ani jednego, któremu to rozwiązanie nie spodobałoby się. Jeździ się wolniej, jednak wcale nie znaczy to, że przebycie tej samej trasy trwa dłużej. ?Wcześniej potrzebowałem na dojazd z domu do pracy 20 minut, teraz 10 minut? – mówi Lars Kanten. W tych nowych warunkach znikła też agresja wśród kierowców. Nikt na nikogo nie trąbi i nikogo nie wyprzedza.
Iris Grump jeździ teraz o wiele lepiej, czuje się pewniej za kierownicą i bezpieczniej w swoim mieście. Poza tym dzięki temu systemowi oszczędza się mnóstwo pieniędzy. Każdy znak drogowy w Holandii kosztuje 350 euro, a roczne utrzymanie sygnalizacji świetlnej to aż 15 tys. euro.

No i co? Trochę sobie pogadaliśmy o samochodach. Nawet nie wspomnieliśmy o emisjach CO2 i ociepleniu klimatu. O przesiadce na rower czy transporcie publicznym przy dresiarzu nie warto wspominać ? i tak by nie zrozumiał. Właściwie to chodziło nam o wypięcie się na dostawców ropy i patriotyczne uzyskanie niezależności energetycznej. Większość właścicieli aut nie zawraca sobie głowy myśleniem i uważa, że jakoś to będzie, jednak rzeczywistość nie wygląda zbyt dobrze.

Chyba, że wreszcie zaczniemy działać, naśladując rozwiązania z Drahten czy Tallina.

Szymon Lis

źródło :http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/2303/na-czym-pojedzie-twoj-samochod-czyli-o-niezaleznosci-energetycznej

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *