Przybłąkał się chory lis, mieszkańcy przeżyli horror. Przez urzędników

  • Views 2287
  • Rating 12345

Pani Olga Ryś odkryła w swoim pomieszczeniu gospodarczym obecność lisa. Zwierze było wyraźnie chore, kręciło się w kółko i słaniało na nogach. Pani Olga zatelefonowała do Urzędu Gminy Nowosolna. Było już dobrze po godzinie czternastej. Pierwsze połączenie zerwało się gdy tylko przedstawiła sprawę. Za drugim razem poinformowano ją, że powinna zwrócić się z tym do leśniczego. Niestety, z leśniczym nie udawało się skontaktować. Pani Olga i jej mąż Paweł zostali praktycznie sami z problemem chorego przypuszczalnie na wściekliznę lisa, gdyż po godzinie piętnastej większość urzędów kończy pracę.

Rysiowie zabronili dzieciom wychodzić z domu, a resztę dnia spędzili na pilnowaniu, by domowe koty nie zbliżały się do miejsca, w którym leżał lis. Następnego dnia szukali pomocy w kolejnych instytucjach.

Podleśniczy pan Kamil Skibiński odmówił zajęcia się lisem.

W Sanepidzie na wiadomość o chorym na wściekliznę zwierzęciu odpowiedzieli, że przedmiotem ich badań są wyłącznie padłe sztuki. A ten lis ciągle żył, choć wyglądał bardzo marnie.

Policja obiecała, że będą szukać instytucji, która mogłaby udzielić pomocy.

Pewnym przełomem był kontakt ze szpitalem dla dzikich zwierząt przy ul. Wycieczkowej 103 w Łodzi. Wprawdzie okazało się, że ten szpital obsługuje tylko teren miasta, to jednak jego pracownicy nie pozostali obojętni i interweniowali w gminie i w leśnictwie. Po ich interwencji, za jakiś czas, na posesję państwa Rysiów zajechał terenowy samochód z leśnictwa. Człowiek, który wysiadł z samochodu nie przedstawił się, więc nie wiadomo kto to był. Obejrzał lisa i powiedział, że zabierze go, ale musi przedtem pojechać po przyczepę, gdyż chory lis mógłby skazić mu wnętrze samochodu. Obiecał, że wróci z przyczepą za półtorej godziny. Niestety, nie przyjechał wcale.

Na szczęście do Rysiów zatelefonowano w tym czasie z policji z wiadomością, że za godzinę i dwadzieścia minut przyjedzie po lisa pogotowie dla zwierząt.

Drugi telefon państwo Ryś odebrali ze szpitala przy ul Wycieczkowej. Pracownicy szpitala przekazali dwie informacje, jakie uzyskali podczas interwencji w Urzędzie Gminy Nowosolna. Pierwsza, że Urząd ma podpisaną umowę z weterynarzem na świadczenie usług w zakresie opieki nad zwierzętami na terenie gminy. Nie było wiadomo, kto to jest, gdyż Urząd nie podał nazwiska tego weterynarza. Druga wiadomość sprawiła, że z Rysiów opadło całe napięcie nerwowe w jakim byli. Otóż okazało się, że Urząd Gminy już od dwóch dni miał informacje, że na terenie tej wsi znajduje się potrącony przez samochód lis.

Czekając na pogotowie Rysiowie postanowili ustalić personalia weterynarza z którym gmina ma umowę. Właśnie dzwonili do Urzędu, gdy przed ich dom zajechał ów tajemniczy weterynarz. Okazał się nim być pan Aleksander Maćkowiak. Weterynarz od razu wyjawił cel swojej wizyty, powiedział że przyjechał zabić lisa, pokazując przy tym wymowny gest ręką na szyi. Tę scenkę obserwowała przez okno czwórka dzieciaków zamkniętych od dwóch dni prewencyjnie w pokoju. Weterynarzowi pozwolono zobaczyć lisa, ale o żadnym zabójstwie nie mogło być już mowy.

Pogotowie dla zwierząt przyjechało po upływie godziny i dwudziestu minut, dokładnie tak jak informowała policja. Była to jedna dziewczyna w nieoznakowanym samochodzie. Dziewczyna wzięła liska na ręce, przeniosła do samochodu i szybko odjechała zostawiając numer telefonu pod którym można się dowiadywać o wyniki badań zwierzaka.

Kiedy wieczorem Rysiowie zadzwonili pod ten numer usłyszeli że lisek doznał wstrząsu mózgu, nie ma innych poważniejszych obrażeń, jest tylko skrajnie odwodniony i wychudzony. Rokowania są pomyślne, gdyż zwierzak jest młody i silny. Lis znajduje się w lecznicy Pogotowia dla Zwierząt… w Warszawie.

akcja pogotowia dla zwierzątakcja pogotowia dla zwierzątakcja pogotowia dla zwierząt

 

Olga Ryś: Gdyby Urząd Gminy powiedział nam, że ten lis jest potrącony przez samochód a nie wściekły, jak podejrzewaliśmy, to nie balibyśmy się go dotknąć i sami zawieźlibyśmy go do lecznicy. Urzędnicy znali sytuację i nie robili nic, liczyli na to, że lis zdechnie gdzieś w rowie i problem sam się rozwiąże. ?Pech? chciał, że znalazł schronienie akurat u nas.
Dzieciaki spędziły wiele godzin w areszcie domowym. Bardzo to przeżywały, pytały kiedy ktoś przyjedzie mu pomóc, a my nie potrafiliśmy im nic powiedzieć.

Paweł RyśPaweł Ryś: Nie zdążyłem zapytać o nazwę fundacji, która przysłała nam pogotowie. Uważam, że należy ich wesprzeć finansowo. Oczywiście to, że do nas dojechali to zasługa Policji i funkcjonariusza, który jako jedyny był z nami w ciągłym kontakcie.
Po zwierzę przyjechała dziewczyna, która nie miała oporów by wziąć go na ręce, weterynarz nawet go nie tknął. Zrobiła ponad 100 km by go zabrać, wiedziała, że ważna jest każda minuta, więc bez zbędnej zwłoki wyjechała z chorym lisem w drogę do szpitala. Pan leśniczy natomiast argumentował, że jeszcze nic nie jadł, więc musi pojechać nie tylko po kojec ale także, by coś zjeść.

Aneta SurowińskaAneta Surowińska : Całkowicie zawiodły urzędy, które biorą pensje z naszych podatków. Najbardziej karygodnym jest fakt, że ludzie, którzy z założenia powinni nieść pomoc i być pełni empatii nas los zwierząt, czekali aż zwierze zdechnie i sprawa rozwiąże się sama. Pan leśniczy zapewne byłby pierwszy do strzelania, do pomocy jest ostatni. Lekarzowi weterynarii powinno odebrać się prawo do wykonywania zawodu i zmienić nazewnictwo na hycel, zakres obowiązków nie rodziłby przynajmniej wątpliwości… Natomiast fundacja zadziałała sprawnie. Trzeba wspierać takie inicjatywy, kosztem np. pensji urzędników.

Paweł : Najgorsze jest to, że to nie jest pierwsze potrącenie. Masowo pod kołami giną koty, a przy drodze jest przecież plac zabaw dla dzieci. Tylko czekać aż jakiś szaleniec doprowadzi do tragedii. Od maja czekamy na spowalniacze przed placem zabaw, musi zapewne stać się najgorsze żeby z Gminy znów ktoś ruszył palcem.

Olga : A jak zwierze trafiło wreszcie pod opiekę lekarzy, a w gminie rozeszła się fama, że o zdarzeniu wie policja, dziś z samego rana zadzwoniła Pani z Gminy by zapytać ?czy gminny lekarz pomógł?? Na szczęście lisa – NIE ?pomógł?… A leśniczy chyba jeszcze biesiaduje bo do tej pory nie dojechał…

Redakcja : Pogotowie dla Zwierząt, Pl. Pocztowy 4/6, 64-980 Trzcianka
Numer konta: 87 1020 3844 0000 1702 0048 1093
Dopisek: „Pomoc dla zwierząt”

strona pogotowia: http://www.pogotowiedlazwierzat.pl/www


4 thoughts on “Przybłąkał się chory lis, mieszkańcy przeżyli horror. Przez urzędników

  1. Mieszkam na terenie gminy Nowosolna i bardzo mi przykro, że gmina nie szanuje zwierząt. Co to za weterynarz. któremu życie zwierzęcia jest obojętne.
    Dziękuję państwu Ryś, że pomogli uratować lisa.
    To my budując domy wchodzimy na tereny zwierząt, uszanujmy naszych sąsiadów.

  2. Artykuł przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Pierwsze wrażenie jakie było, że gdyby nie postawa ludzi otwartego serca i dobrej woli biedny zwierzak skonałby na ich posesji, lub został dobity przez lekarza weterynarii. Brawo dla państwa Rysiów!

    Artykuł przypomniał mi moje spotkanie pół roku temu z ranną sarną we wiączyńskim lesie. Zwierzak miał poszarpaną, zapewne przez psy, tylną nogę. Zadzwoniłem do leśniczego (telefon ze strony internetowej nadleśnictwa), opisałem miejsce i już po około godzinie miałem odpowiedź, iż sarna została odnaleziona, ale już nie żyła.

    Również nasuwa mi się wspomnienie, jak kilka lat temu złożyłem w gminie prośbę o odłowienie kilku bezpańskich psów, które włóczyły się po mojej okolicy, atakowały ludzi. Reakcja była dość szybka, zadzwoniono do mnie, wypytano o szczegóły. Psy zniknęły jakiś czas potem.

    Powyższe dwa przykłady zdają się wskazywać, iż służby, które opłacamy naszymi podatkami reagują prawidłowo. Tym niemniej wrażenie po lekturze artykułu jest inne. Po pierwsze, gmina nie wiedziała co robić i odwołała do leśnictwa. Po drugie, leśnictwo było nierychliwe, a jak już podjęło kroki, to nieskuteczne. Sanepid odwrócił się plecami, chociaż przynajmniej powinni byli podać jakiś numer telefonu na taką okazję. Weterynarz, z którym gmina ma umowę: no niby jego rolą jest uśpienie zwierzaka, którego nie można wyleczyć, ale jeśli nawet nie sprawdził, czy można wyleczyć, to szkoda gadać. Skuteczna okazała się interwencja Policji (chociaż przecież kontakt do odnośnych służb powinien u nich leżeć na biurku i zwłoka nie jest uzasadniona) i rzecz jasna reakcja pani z pogotowia dla zwierząt.

    A przecież opisana sytuacja należy do dość powszechnych. Zwierzęta padają na drogach, czasami błąkają się chore lub opuszczone, wszyscy znamy takie obrazki. Informacja jak mieszkaniec powinien się zachować, z kim kontaktować, powinna być dostępna na stronie internetowej gminy, aby każdy z nas, o każdej porze, świątek piątek, mógł uzyskać wsparcie. Właśnie zerknąłem na stronę gminy, chcąc taką informację znaleźć, z rezultatem wiadomym. ( Chociaż odnalazłem kupę informacji zupełnie mi niepotrzebnych, bo nie rozumiem po co komu w tym miejscu tam mamy pogodę, kalendarz, mapę, no i inne takie). Dalej, wszedłem na stronę nadleśnictwa, tam dowiedziałem się, że stroną odpowiedzialną jest gmina (http://www.brzeziny.lodz.lasy.gov.pl/zwierzeta#.V4j8mPmLSM8). Czyli urzędnicy pokazują na siebie palcem, niczym w czasach panów Annasza i Kajfasza.

    Kończąc, wypada wyrazić nadzieję, iż po tym artykule ktoś w gminie jednak tak potrzebną informację na stronie internetowej zamieści. Jak również przeprowadzi rozmowę z panem weterynarzem (celowo nie korzystam ze słowa ?lekarz?). Bądź też rozwiąże z nim umowę i podpisze z pogotowiem, które zareagowało właściwie. Taką też nadzieję wyrażam, jakkolwiek słabo w to wierzę. Co więc pozostaje? Osobiście wierzę w ludzi. Takich jak ci opisani w artykule. Przykład pokazał, że urzędy są nierychliwe, ale przy odrobinie uporu można w internecie dotrzeć do ludzi, którym się chce pomagać, reagować. Tak więc widząc potrąconego psa, chorą sarnę lub lisa, porzucone przez mamę małe jeże, nie zostawiajmy ich samych sobie, tylko szukajmy pomocy. Jak się chce, to rada się znajdzie.

    Zło zwycięża, gdy dobrzy ludzie nic nie robią.

  3. Brawo dla Państwa Ryś i Fundacji!!! O reszcie osób opisanych w tym artykule szkoda nawet wspominać.

  4. Lis już wyleczony. Został wypuszczony na wolność, biega gdzieś pod Warszawą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *